- Gery. Przy moim pierwszym spotkaniu z twórczością grupy Kokon, zdałem sobie sprawę, że jest to zespół, który kładzie nacisk nie tylko na formę, ale i na to, co większość współczesnych muzyków traktuje nijako, czyli treść. Dlatego zaciekawiony, spytałem członków Kokonu o ich artystyczne inspiracje. Nie sądziłem, że wokalista, ale także autor niekonwencjonalnych tekstów opartych na filozofii Witolda Gombrowicza, Michał Erward, potraktuje moje pytanie tak poważnie. Zresztą,
wychodzenie z niego trwa bardzo długo. Pomysł z przyparafialnymi zespołami bardzo mi się podoba, ponieważ od dłuższego czasu staramy się przybliżyć proboszczom szeroki wachlarz problemów osób niepełnosprawnych. Zaproponowałem takie "minimum rehabilitacyjne" dla księży proboszczów. W tym też temacie w naszej archidiecezji planuje się takie spotkania, jednak, aby coś się naprawdę zmieniło, potrzebna jest także aktywizacja społeczności parafialnej. Jest Pan przewodniczącym powołanej
poklepywać się po plecach z Jego wyznawcami. Moja inspiracja wiodła mnie na manowce zatracenia we własnej twórczości. Twórczości przetwarzającej… Nie chciałem mówić Jego głosem, choć sam Gomber byłby pewnie taką sytuacją zachwycony… Zamierzałem bowiem znaleźć własne ustawienia… A wszystko po to, by dotrzeć do tych naprawdę nieuświadomionych. Wbić się chytrze pod strzechy tych najbardziej zakonserwowanych. Przeleźć przez płot najpilniej nawet strzeżonego getta i wtedy dopiero
- Gery. Przy moim pierwszym spotkaniu z twórczością grupy Kokon, zdałem sobie sprawę, że jest to zespół, który kładzie nacisk nie tylko na formę, ale i na to, co większość współczesnych muzyków traktuje nijako, czyli treść. Dlatego zaciekawiony, spytałem członków Kokonu o ich artystyczne inspiracje. Nie sądziłem, że wokalista, ale także autor niekonwencjonalnych tekstów opartych na filozofii Witolda Gombrowicza, Michał Erward, potraktuje moje pytanie tak poważnie. Zresztą,
było mi bliskie! Ostrzegam… Mam w końcu prawo do upublicznienia własnych obserwacji nie tylko jako tzw. „artysta”, ale też jako człowiek. I mam zamiar skorzystać z takiej okazji, że mam zespół, a trudny przekaz samoistnie niemal wchłania się poprzez muzykę… Przecież nikt nie zajrzałby do Gombrowicza, gdybym sławił Go poprzez melodeklamację, poezję śpiewaną albo rozsyłając swoje przydługawe manifesty w Internecie. Nie mówiąc już nawet o tym, że głównym zadaniem każdego
płyta Kokonu - „Symbioza” jest wyrazem mojego rozczarowania… Jękiem zawodu na trybunach aspiracji. Rozgoryczeniem panującą w rockandrollowym światku atmosferą antyintelektualną. Strzałem w potylicę powszechnego samouwielbienia i dobrego o sobie mniemania. I choć oczywiście są wyjątki od zaobserwowanych przeze mnie reguł (choćby rozmaite getta hardcorowe czy punkowe), to jednak moje uogólnienie nie wzięło się znikąd. Ja biję na alarm, bo ginie to co
się doniesień o doskonałych osiągnięciach naszych niepełnosprawnych sportowców, zaczęli pojawiać się ludzie biznesu, za którymi szły pieniądze. Efektem tego rozwoju stało się późniejsze powołanie Polskiego Komitetu Paraolimpijskiego przy PKOL-u. Prawdą jest również to, że sport osób niepełnosprawnych, wymagający tak samo ogromnych funduszy jak sport ludzi pełnosprawnych, może tak doskonale się rozwijać dzięki wspieraniu osób czy też instytucji prywatnych. Mało tego, w powstałej z inicjatywy